sobota, 12 kwietnia 2014

Rozdział 5

Fuck this shit ! Cholera jasna ! Łzy napłynęły mi do oczy, wstałam z ławki i zaczęłam biec. Biegłam i słyszałam jak za mną biegnie Ewa. Dobiegłam do muru. Usiadłam pod nim i ukryłam głowę w kolanach. Powtarzałam sobie „to jeszcze nic nie znaczy, zwykły zbieg okoliczności”. Dziewczyna usiadła obok mnie, obejmując mnie przy tym. Łzy nie ustępowały. Było ich jeszcze więcej. To nie może tak być ! Nie po tym wszystkim co kiedyś mnie spotkało. Nie ! Ewa wzięła moją komórkę i zaczęła coś na niej robić. Po chwili mi ją oddała.

Twoja odpowiedź bardzo mnie satysfakcjonuje.​
Do zobaczenia o 15 u mnie.
Xx


Spojrzałam na ekran telefonu. Zobaczyłam sms'a w wysłanych skierowanego do Jafaad'a.

- Coś ty do cholery jasnej zrobiła ?! - krzyknęłam – Po co zaprosiłaś go do mnie ?! Jak ja będę z nim rozmawiać teraz ?!

- Uspokój się ! Musimy się przekonać czy moje podejrzenia są słuszne. Ta sama data urodzenia jeszcze o niczym nie świadczy. Dobrze o tym wiesz. - odparła.

- Ale sama podałaś mi te wszystkie „fakty” jak to nazywasz ..

- Chodź jest przed dziewiątą, musimy zbierać się na rekolekcje.

Już nic mnie nie obchodziło. Liczyłam tylko godziny do naszego spotkania. Wtedy dowiem się prawdy. Dowiem się czy po tym wszystkim mnie oszukał. Po tym jak rozmawialiśmy, że nienawidzimy ludzi, którzy udają kogoś kim nie są. Po tym jak wspólnie spędzaliśmy prawie każdy dzień. Jeden głupi błąd a może zaważyć na wszystkim. Nie wiem czy zdaje sobie z tego sprawę.
Siedziałam w dużym pokoju, oglądając „Trudne sprawy”. Nikogo nie było w domu, ponieważ mama była na zebraniu w szkole u siostry, tata w pracy a Werka spała u koleżanki. Nagle usłyszałam swój kochany dzwonek „Smoke on the water”. Podniosłam telefon i zobaczyłam, że dzwoni do mnie Jafaad.

- Halo ?

- Hej maleńka. Będę za piętnaście minut.

- Okej.

Rozłączyłam się i szybko wybrałam numer do Ewy.

- Ej stara on za chwilę tutaj będzie. Nie wiem co mam robić. A co jak stchórzę ? Nie dam rady. A jak zacznę płakać albo co gorsza wszystko co mówiłaś okażę się prawdą ?

- Nie panikuj. Będzie dobrze. Zadzwoń do mnie jak już porozmawiacie.

Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Przeglądnęłam się w lustrze. Wzięłam jeszcze błyszczyk leżący na szafce pomalowałam usta. Spojrzałam w lustro i powiedziałam do siebie „ dasz radę ! Kto jak nie ty !”. Wzięłam głęboki oddech i poszłam otworzyć. Zobaczyłam w progu uśmiechniętego od ucha do ucha przystojnego mężczyznę. Boże ! Jaki on był cudowny ! Samo patrzenie na niego sprawiało, że miałam gęsią skórkę. Przesunęłam się i wskazałam gestem ręki żeby wszedł do środka.

- Hej. - powiedział bardzo nieśmiało.

- Hej.. tutaj możesz zostawić kurtkę. - odpowiedziałam lekko zdziwiona. - Chcesz coś do picia ?

- Dziękuję. Napiję się tego samego co ty.

- Chodź.

Szłam w kierunku kuchni, a on podążał dokładnie za mną. Usiadł na krzesełku obok stolika, a ja wyciągnęłam szklanki z góry. Ręce strasznie mi się trzęsły. Przez to jedna ze szklanek upadła na podłogę i się roztrzaskała. Upadłam na kolana i zaczęłam ją zbierać.

- Przepraszam.. - pospiesznie powiedziałam.

- Poczekaj, pomogę ci.



Zbieraliśmy oboje kawałki szkła porozrzucane po całej kuchni. W pewnym momencie Jafaad złapał mnie za rękę. Nie, nie mogłam. Wszystkie emocje w tej właśnie chwili przypłynęły. Wyrwałam się z jego uścisku i usiadłam pod szafką a łzy ciekły mi po policzku. Nie umiałam nad sobą panować. Zbliżył się do mnie. Wyciągnął rękę żeby mnie objąć, ale dałam mu bardzo dosadny znak, że ma nic nie robić. Pośpiesznie chciałam wstać i wtedy resztki szkieł leżących na ziemi wbiły mi się w dłoń. Ból był niesamowity. Krew zaczęła kapać na podłogę. Jafaad szybko złapał moją rękę i skierowaliśmy się do łazienki.

- Gdzie jest apteczka ? - powiedział zdenerwowany.

- W szafce na górze. - wskazałam mu.

- Musimy usunąć to szkło. Będzie trochę bolało, ale zaufaj mi Paulla.

Wtedy już nie wytrzymałam. Poziom mojego zdenerwowania urósł jeszcze bardziej.

- Jak mogę ci ufać jak nawet nie wiem kim tak naprawdę jesteś ?! - zaczęłam krzyczeć. - Zostaw mnie. Sama sobie poradzę. Wyjdź stąd !

- O co ci chodzi ?! Uspokój się i daj mi tą rękę. Szkło się może przemieścić i stanie ci się krzywda !

Nie chciałam żeby mi się coś stało. I tak ta ręka już mnie strasznie bolała więc nie miałam zamiaru się co do tego z nim kłócić. Podałam mu ją i odwróciłam wzrok. Całe zdarzenie trwało nie więcej jak pięć minut. Nagle każda minuta wydawała się jakby była godziną. Poczułam się strasznie senna. Obraz zaczął mi się rozmazywać. Chciałam powiedzieć mu, że ma wyjść.


- Jafaaaaaaaaaaaaa​a...

7 komentarzy:

  1. Dziękujemy ! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowne ! :) Pozdrowienia dla autorki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Co ci się stało???
    A rozdział jak zwykle super :D Czekam na następny! <3

    OdpowiedzUsuń
  4. piszesz cudne opowiadania <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Ej stara on za chwilę tutaj będzie. Nie wiem co mam robić. A co jak stchórzę ? Nie dam rady. A jak zacznę płakać albo co gorsza wszystko co mówiłaś okażę się prawdą ?

    -NO JABYM SIĘ ZESRAŁA MALEŃKA XD

    ale wyjechała z ryjem hahah, ciekawe co ten Jafaad knuje ♥
    @znaleziona69

    OdpowiedzUsuń